BLNDEME

Jak zrobić koka / fale na włosach?

Jak zrobić koka / fale na włosach? :-) Wiele razy pytałyście mnie, Kochane, jak stylizuję swoje włosy, żeby uzyskać efekt nieco większej objętości oraz miękkich, dużych fal. A ja robię to w możliwie najprostszy sposób i, co najważniejsze, bez użycia wysokiej temperatury (która, jak wiemy, bardzo szkodzi naszym często wysokoporowatym, blond włosom). Cały „sekret” tej szybkiej i łatwej fryzury, tkwi w odpowiednio sczesanym wcześniej koku. A jako, że wyglądem przypomina ślimaka, nazywam go sobie po prostu koczkiem-ślimaczkiem. :-)

Zrobiłam dla Was kilka rysunków, które stworzyły graficzną instrukcję, krok po kroku. Mam nadzieję, że łącznie z tekstem, uda mi się w ten sposób, przekazać wszystko w jak najbardziej przystępny sposób. :-)

Jak zrobić koka (ślimaczka)?

Jak zrobic koka fale na wlosach blog

  1. Zaczynamy od dokładnego rozczesania włosów. Następnie, możemy dodatkowo zwilżyć je wodą (czasem sprawdza się to świetnie, ale u niektórych może spuszyć włosy po rozpuszczeniu) lub też wetrzeć kropelkę silikonowego serum (jedwabiu) i/lub lekkiego olejku schnącego (np. z pestek malin, truskawki), które sprawią, że włosy będą bardziej podatne na „formowanie” (uważajmy, żeby nie nałożyć zbyt dużych ilości produktu), a jednocześnie nadadzą im blasku, wygładzą i uelastycznią.
  2. Zbieramy całość w kucyk. A to, na jakiej wysokości, zależy już tylko od nas. :-)
    *Robiąc koczka na noc, postarajmy się dopasować jego wysokość do ułożenia głowy na poduszce. Jeśli koczek będzie oparty o poduszkę, cebulki będą mniej (lub w ogóle nie będą) „męczone” przez naszą stylizującą fryzurę.

  3. Jedną ręką przytrzymujemy kucyk w miejscu gumki, a drugą zawijamy włosy wokół własnej osi, cały czas kręcąc w tym samym kierunku.
  4. Skręconą w ten sposób część włosów, okręcamy wokół nasady (tej, którą przytrzymywałyśmy dłonią w punkcie trzecim). Kiedy już nasz kok-ślimak będzie gotowy, końcówkę „zakrętasa” wsadzamy pod spód stworzonego koka i utrwalamy całość spineczkami-żabkami lub mięciutką, dużą gumką do włosów, wykonaną z aksamitu. Sposób utrwalenia jest kwestią bardzo indywidualną – musimy znaleźć odpowiedni dla nas, taki, który nie będzie „ciągnął skóry głowy”. Możemy przypiąć koczek paroma spinkami-żabkami, o różnej wielkości, próbujmy też upinać je w różnych, ale bardziej stabilnych miejscach.
    *Jeśli nasze włosy są niskoporowate, bardzo gładkie, śliskie, poszukajmy „żabek” z chropowatą, matową częścią wewnętrzną, która utrudni wyślizgiwanie się włosów.

    *Robiąc koczka na noc, starajmy się unikać wsuwek – jeśli się wyślizgną, możemy zrobić sobie nimi krzywdę.

    *Koczek najlepiej sprawdza się na włosach, z chociażby minimalną (lub jeszcze nieodkrytą :-)) tendencją do falowania/kręcenia się. Jeśli włosy są proste, ciężkie i oporne na wszelkie stylizacyjne zabiegi, zdecydowanie trudniej będzie nam uformować fale, a ich trwałość będzie minimalna.

Fale zawsze wyglądają romantycznie i delikatnie – tak je za to uwielbiam!  A poniżej, efekt, jaki uzyskałam ostatnio nocnym koczkiem (przed spaniem wtarłam w blondaski olej z pestek malin) + po części, mój makijaż dzienny i ukochany, ażurowy sweterek, w jaśniutkim kolorze écru. :-)

Fale na włosach po koczku-ślimaczku

Jak zrobic fale na wlosach blond blog

Modyfikacje koczka. Oczywiście, w zależności od efektu, jaki chcemy uzyskać, możemy nasze stylizacyjne uczesanie modyfikować, na przykład:

– jeden kok = duże fale, natomiast 2,3 lub więcej koczków, stworzą drobniejsze, bardziej precyzyjne fale/loki,

– im nasz koczek będzie mocniej skręcony i ściślej owinięty wokół nasady, tym bardziej wyraziste, mocniej zarysowane będą fale/loki (choć oczywiście wszystko z rozsądkiem, żeby zbyt mocno nie „nadwyrężać” cebulek).

„Czy taki kok jest dla mnie?” :-) Oczywiście, jednak włosy muszą być na tyle długie, żeby udało się nam je związać w taki przesłodki koczek. Właściwie jedyne, czego warto unikać, to mocne skręcanie włosów przesuszonych, kruchych, przy których bardzo łatwo o wszelkie uszkodzenia mechaniczne (wówczas możemy postawić na luźny koczek i będzie to dla nich zdecydowanie korzystniejsza opcja, niż włosy rozpuszczone podczas snu).

Piękne fale na włosach. Oczywiście, nie zawsze wszystko wychodzi idealnie (zwłaszcza na początku), ale nie ma się czym przejmować! :-) Choć najczęściej fale są ładne, regularne i jestem bardzo zadowolona z efektu, zdarza się również i tak, że gdzieś się coś odgniecie i ułoży nie tak, jak bym tego chciała. Ale wówczas, zupełnie się tym nie przejmuję, lekko roztrzepuję fale palcami i żadnych niedociągnięć nie widać. :-)

I to już chyba wszystko w kwestii mojej, bardzo częstej, zarówno codziennej, jak i wyjściowej fryzurki. :-) Mam nadzieję, że również dla Was stanie się ona wspaniałą, romantyczną alternatywą na wszelkie okazje.  

Przesyłam najsłodsze buziaki i jeszcze raz DZIĘKUJĘ z całego serca wszystkim osóbkom, które przesyłają tyle ciepłych, przemiłych, pięknych słów (w ostatnim czasie, przede wszystkim: lulu, Żanett, Nattalie, Jana, gzymsiki, Izabela, Ala M. (Ala), soszka/karolina, Karola, Paulina (135), bloodymarry, garcija, lamia, Susanne, Kasia z, Meg – jesteście NIESAMOWITE, WSPANIAŁE, NAJKOCHAŃSZE ♡♡♡ )!

56 komentarzy

  • Eliza*
    3 listopada 2013 at 18:02

    Kochana Ty moja! Bardzo, bardzo długo mnie tu nie było, ale już wszystko nadrobiłam :)
    I muszę napisać jedno: JESTEŚ PIĘKNA :*
    Dodawaj częściej swoje zdjęcia, to największa ozdoba tego bloga :))))
    Mi niestety fale z koczka nie wychodzą- mam bardzo oporne na kręcenie włosy, a szkoda, bo lubię takie fryzurki :)))
    Pozdrawiam i buziaczki :**********

    • Blondeme
      5 listopada 2013 at 00:14

      ♥♥♥! ;* Tak się cieszę, że napisałaś! ;* :))) BARDZO, BARDZO Ci dziękuję za tak cudne i niesamowite komplementy! ♥ Tak, jak rozmawiałyśmy na początku września, klasa maturalna jest bardzo ciężka i na pewno masz masę zajęć na głowie ;* Ale później czekają Cię dłuuugaśne, piękne wakacje! :)))

      // A powiedz kochanie, jak tam Clip-iny? :) Sprawdziły się podczas ważnego wyjścia, o którym wspominałaś? :))) Czy jednak zrezygnowałaś z nich? :)

      // A co do koczka :) Skoro są tak oporne na falowanie/kręcenie, to pewnie masz bardzo grube i piękne włosy! ;*

      Buziaczki, kochanie! ;**

  • kreconowlosa
    3 listopada 2013 at 18:16

    Łał super wpis;) na pewno wielu osobom się on przyda:)
    Ja również próbowałam tego sposobu u mnie natomiast wychodzi to okropnie:( nie widać fal tylko jeden wielki puch. Nie mam żadnego z wymienionych przez Ciebie olejków tylko oliwę z oliwek i wydaje mi się, że nie mogę się nią posłużyć. Ale dzisiejszej nocy znów tę metodę wypróbuje:)
    U mojej koleżanki zaś ten sposób świetnie się sprawdza, za każdym razem jak ją widzę w takiej fryzurze to jej zazdroszczę ;>

    • Blondeme
      5 listopada 2013 at 00:24

      Bardzo dziękuję! ;* :))

      A może nie jest to pełnowartościowa oliwa z oliwek (tutaj dokładnie o tym, jak to sprawdzić: http://blondeme.pl/jak-wybrac-wartosciowy-olej-lniany-arganowy-oliwe-z-oliwek/)? Lub po prostu nie lubią jej Twoje włosy? Oliwa z oliwek zawiera też spore ilości kwasu oleinowego, dlatego raczej nie nadaje się do wcierania we włosy jako odżywka bez spłukiwania (+ bardzo jasne włosy może nawet delikatnie „pożółcić”).
      Wspaniałe są do tego celu właśnie lekkie olejki schnące (na pewno warte wypróbowania są olejek z pestek malin i truskawki :)), które szybko się wchłaniają, uelastyczniają (co bardzo ważne przy tworzeniu koczka), wygładzają i nabłyszczają włosy.

      Wspominałaś wcześniej, że kładziesz się z wilgotnymi włosami – to również może być w tym przypadku spory problem. Spróbuj zrobić koczka, gdy będą już całkowicie suche, a dodatkowo wygładzone lekkim olejkiem (wcześniej, po umyciu włosów, spróbuj nałożyć mocno nawilżającą maskę od ucha w dół (tutaj http://blondeme.pl/jak-nakladac-maske-na-wlosy-krok-po-kroku-z-pin-up-girl/ dokładnie jak stosować maskę, żeby przyniosła jak najlepsze efekty), a później, ostatnie płukanie chłodną wodą również od ucha w dół, żeby wygładzić łuski włosa) :)

      A tutaj odpowiedź do ostatniego pytania: http://blondeme.pl/domowe-maseczki-na-wlosy-maka-ziemniaczana-malinki-cudo/#comment-4069 :)

      Pozdrawiam serdecznie! :)))

  • Nattalie
    3 listopada 2013 at 19:36

    Dziękuję bardzo za wspomnienie o mnie n-n Bardzo dobrze czuję się na twoim blogu. Można dowiedzieć się tutaj bardzo wielu rzeczy w formie łatwej do przyswojenia, dlatego polecam twój blog moim koleżankom, które mają problemy, np. z włosami, ale nie chce im się zagłębiać zbytnio we włosomaniactwo ;D Ponadto jest to jedyny blog na którym udzielam się w miarę regularnie ;)
    Co do notki z fryzurką to znam, praktykuję, bardzo bardzo lubię! Mimo, że lubię bardziej zdefiniowane loczki to i tak na co dzień robię sobie taką fryzurkę do spania, bo ostatnio nie mogę znaleźć fryzurki, która wydobędzie mocniejsze loczki, ale myślę, że jest to spowodowane moimi ciężkimi włosami i nieodpowiednim cięciem (coś takiego –> \______/ – przez co nie kręcą się tak ładnie jak cieniowane włosy do łopatek).
    Pozdrawiam ;*

    • Blondeme
      5 listopada 2013 at 00:32

      ♥! ;* Ogromnie się cieszę! ;* To niesamowicie miłe ;* :))) Jeśli dobrze pamiętam, pierwszy raz napisałaś już przy olejowaniu cery :))) Nawet nie mogłam się wtedy spodziewać, że zostaniesz tutaj tak długo! ;* // Ja na pewno nie mogę określić siebie mianem włosomaniaczki, bo po prostu brak/szkoda mi na to czasu, a to, co wiem i z czym bardzo chętnie się z Wami dzielę, pozwala mi na bardzo szybkie i sprawne dbanie o włosy :))) Być może to wszystko wygląda rozwlekle w teorii, ale w praktyce wszystko dzieje się bardzo szybciutko :))

      Natt, a może więcej takich koczków ślimaczków? ;* Loczki na pewno powinny być wtedy drobniejsze i bardziej zdefiniowane :)) A jeśli chodzi ogólny kształt, to ja mam właśnie bardziej w kształcie litery V, ale też nie całkowicie. Takie przejściowe, między V a U, bardziej w kierunku V :P I teraz się pięknie formują w fale, a nawet loki, ale jak miałam podcięte bardziej na prosto, to sposób ten nie działał praktycznie w ogóle! :) Być może, była to też przyczyna nie tak dobrze dobranej dla nich pielęgnacji, ale były bardziej oporne na tego typu, naturalne stylizacje :))

      Również pozdrawiam Cię najserdeczniej Kochanie! ;*

      • Nattalie
        5 listopada 2013 at 13:11

        Właśnie dla tego polecam twój blog – twoje porady są łatwe, praktyczne i dają niesamowite efekty. Również nie jestem zagorzałą włosomaniczką (choć niektórzy uważają inaczej xP), po prostu wybieram z takiej pielęgnacji to co akurat mi pasuje i chce mi się robić.
        Miesiąc temu podcinałam włosy, więc na początku stycznia jakoś je podetnę – może przy końcach bardziej wycieniuję to będą się lepiej układać. Jedynym powodem nie cieniowania mojej fryzury (choć włosom to bardzo służy jeśli chodzi o skręt) jest to, że kosmyki wychodzą mi z fryzur jakie plotę oraz są cieńsze w wszelkich splotach.
        Włosy podcinam sama już od kilku lat, ale nadal nie mogę się zdecydować na mocniejsze cięcie w V, które tak służyło moim włosom, gdy były krótsze.

        • Blondeme
          6 listopada 2013 at 03:14

          ♥! ;*;** Z tego, co zauważyłam, to najbliższe otoczenie nazywa włosomaniaczką, już od momentu zmiany szamponu na delikatny, bez SLS i jego bliźniaków + zwracania uwagi na składy odżywek, masek, a już nie wspominając o rozpoczęciu stosowania olejów do włosów :D „Bo przecież oleje nie są do włosów” :P

          // A wiesz, że mi właśnie podobają się takie „pazurki” wychodzące z zaplatańców? :)) Na przykład, pięknie to wygląda przy nieco rozpulchnionym kłosie, albo niedbałym koczku :)))

          Buziaczki! ;*

          • Nattalie
            6 listopada 2013 at 13:08

            No tak, różnie to bywa ;D Ja nie mogę znieść tego gilgotania włosków przy karku ;D przy koczku ok! ale nie lubię tego w zaplatańcach n-n

            • Blondeme
              7 listopada 2013 at 21:52

              :D ;* Ja się z tym jeszcze nie spotkałam, ale to tylko dlatego, że kłosa zawsze robię na bok :P ;*

  • Susanne
    3 listopada 2013 at 20:41

    Po pierwsze- ale jesteś piękna, wprawiasz mnie w depresje:D ale tym samym motywujesz. Też wykonuje taki koczek, najlepiej sprawdza się u mnie na włosach potraktowanych kroplą oleju + jakieś silikonowe serum, gdyż moje zniszczone, kręcone włosy lubią się puszyć. Efekt faktycznie jest zadowalający, ale u mnie to nie jest długotrwałe, bo jak pisałam – puch atakuje. Dopiero włosy tzw „dniowe” lub „dwu dniowe” są dla mnie łaskawe. Cały czas dążę do zniwelowania tego problemu i myślę, że jestem coraz bliżej :P Może Ty masz jakieś pomysły? Oczywiście na Twoich długich włosach efekt jest po prostu idealny.
    Nie dziękuj za miłe słowa, wyróżniasz się na tle innych blogerek, przez to ciepło jakie bije z Ciebie, aż ręce same rwą się do komentowania :) musisz być strasznie pozytywną osobą. Nie zmieniaj się !
    Pozdrawiam ciepło :)

    • Blondeme
      5 listopada 2013 at 00:44

      Susanne, kochanie, najśliczniej Ci dziękuję! ;* ♥ Jesteś absolutnie kochana! ♥♥♥

      A co do włosków :) Jeśli najlepiej wyglądają dopiero po pewnym czasie, oznacza to najprawdopodobniej, że łuski włosa dopiero wówczas się „uleżały” :) Zanim to jednak nastąpi, łuski są „nastroszone”, niedomknięte, w następstwie czego włosy się puszą, wyglądają na przesuszone i zdecydowanie łatwiej się plączą. Dlatego trzeba maksymalnie zadbać o to, żeby te łuski wygładzić i unikać czynników, które je rozchylają (ale dopiero po umyciu włosów – ciepła woda i detergenty, rozchylając łuski włosa, ułatwiają wnikanie dobroczynnych składników z masek/odżywek). Przede wszystkim są to: ciepła woda (zwłaszcza gorąca), gorący/ciepły nawiew suszarki, detergenty o zasadowym pH (niektórym osóbkom pomagają płukanki zakwaszające z octu, najczęściej jabłkowego). Dlatego maskę/odżywkę zmywamy już letnią wodą, a końcowe płukanie od ucha w dół chłodną :) Tak samo z suszeniem włosów – jeśli nie mamy czasu na naturalne suszenie, najpierw ustawiamy suszarkę na letni nawiew, a na koniec chłodny, żeby wygładzić włosy :)

      Spróbuj też kochanie nawilżających masek (czarna maska marokańska z Planeta Organica, mleczny Biovax Latte czy pomarańczowy Biovax do włosów suchych i zniszczonych + mąka ziemniaczana (tutaj: http://blondeme.pl/domowe-maseczki-na-wlosy-maka-ziemniaczana-malinki-cudo/ dokładnie co i jak :)) i odżywek takich jak Garnier z Awokado i masłem Karite lub żółty GlissKur Oil Nutritive. Natomiast z odżywek bez spłukiwania, które podkreślają naturalny skręt włosa, kręconowłose osóbki chwalą sobie bardzo Joanna Naturia z miodem i cytryną (najlepiej nakładaną przy jednoczesnym ugniataniu włosów):) I koniecznie rozczesywanie tylko na mokro (najlepszy będzie grzebień z szeroko rozstawionymi zębami :))

      Również cieplutko pozdrawiam! ;**

      • Susanne
        5 listopada 2013 at 21:43

        Dziękuję za obszerną odpowiedź :) Część z tych rzeczy już stosuje/ stosowałam. Mąka ziemniaczana, do której poniekąd mnie zainspirowałaś właśnie tym postem, który dodałaś, jak na razie przynosi najlepsze efekty. Teraz dodaje ją za każdym razem do maski :P to chyba nie jest szkodliwe?
        Z masek, które wymieniłaś faktycznie Biovax dla s. i z. był w porządku, kompletnie o nim zapomniałam, chyba muszę do niego wrócić, póki co zakupiłam Natural Vital aloesową i w najbliższym czasie ją wypróbuję (czytałam dużo pochlebnych opinii).
        Co do mycia, to zawsze spłukuje zimną i nie susze włosów suszarką a puch jest i nie chce się poddać :( może jest to efekt nadmiernego zniszczenia/ przesuszenia włosów, bo wizę różnicę ok 10 cm od nasady, są to już moje włosy naturalne i z tą częścią nie ma takiego problemu. Wypróbowałam już też wszystkie wspomniane przez Ciebie odżywki, są dobre, ale nie pokonują problemu. Wypróbuje jeszcze ten ocet, jedna próba okazała się fiaskiem, może zbyt szybko się poddałam :P Jeżeli to nie podziała, to chyba pozostanie oczekiwanie aż odrosną :)
        Co do poprawiania skrętu, bardziej mi zależy na uzyskaniu efektu fal niż loczków de facto, dlatego unikam tego. Mistrzem w loczkach jest żel z siemienia lnianego, ale tak jak mówię, jeszcze chyba nie pokochałam moich włosów AŻ tak :P
        Koczek jest ok, gdyby nie ten nieszczęsny puch. ,

        Blondeme, sukces!! Kredka, którą mi poleciłaś do brwi jest faktycznie bardzo dobra, początkowo obawiałam się, że będzie za jasna, a akurat nie był dostępny kolor ciemniejszy. Jednak na brwiach kolor 020 date with Ash-ton znika kompletnie i mam tu namyśli idealne dopasowanie, a nie krótkotrwałość :P Póki co, nie rozstaje się z nią :)

        Pozdrawiam serdecznie :):*

        • Blondeme
          6 listopada 2013 at 03:53

          Kochanie, ogromnie się cieszę, że kredeczka tak cudnie się sprawdziła! ;* Właśnie z brwiami tak jest, że musimy wybierać kolorki jaśniejsze, niż te, które wydają się nam idealne :)

          Słońce, w takim razie, koniecznie spróbuj jak najczęściej olejować włosy ;* Bo być może, to właśnie tłuszczowa otoczka włosa jest na tyle wyniszczona, że włosy nie są w stanie utrzymać optymalnej wilgoci. A jeśli woda nadmiernie odparowuje, skutkuje to puchem, przesuszeniem. Oleje są wspaniałe, bo mają szansę odbudować płaszcz lipidowy, dlatego trzeba spróbować! ;* I koniecznie kochanie wypróbuj czarną maskę marokańską – jest genialna (kolor ma przerażający, ale w żaden sposób nie przyciemniła mojego stosunkowo jasnego blondu)! :))) Nawilżające maski przede wszystkim (koniecznie nakładamy taką maskę również po olejowaniu, na naolejone jeszcze włosy [na minimum 20 min]), ponieważ odżywki mają działanie jedynie kondycjonujące. A mąkę ziemniaczaną możemy stosować do woli :)

          Natomiast z octem musimy uważać, bo w zbyt dużych ilościach (co jest kwestią indywidualną) może przesuszać, zwłaszcza wysokoporowate, rozjaśniane włosy (proporcje to mniej więcej: litr takiej letniochłodnawej wody, z łyżką octu jabłkowego).

          Buziaczki! ;* :))

  • gosia
    3 listopada 2013 at 23:19

    Ładniutkie zdjęcie Blondyneczko:), witaj:) Włoski lekko podcięte czy to tylko takie ułożenie?;) Ja ostatnio zgubiłam jakieś 4/5 cm- to i tak za mało, a jednocześnie wyżyny moich psychicznych możliwości w tej kwestii :)))))))
    Hm… Mogę się teraz, w wolnej chwili, trochę rozgadać???? hehe:) Może w jakiejś wolnej chwili będziesz mogła poczytać te moje zwierzenia:)

    Tak więc zrobiłam cieniutkie i nieliczne brązowe pasemka, dzięki czemu stłumiłam troszkę widoczność odrostu, który ma już 2 miesiące i pozostanie w tej formie (mam nadzieje:) jeszcze kolejne minimum 2 miesiące – to taki mój plan by dać włoskom odpocząć od rozjaśniania. Lubiłam mój bardzo jasny- piaskowy blond, ale chciałam troszkę zejść z tej jasności i delikatniutko przyciemnić=mieć naturalniejszy blond. Uzyskany efekt jest fajny- nie jestem ani „borsukiem”:))) ani „zebrą”:)) (jak to niekiedy bywa z pasemkami), nie nie:))) Planuję wytrzymać te kilka miesięcy bez jakiejkolwiek farby, a potem dołożyć sobie kolejnych kilka ciemnych pasemek i kilka jasnych by pozostać blondyneczką :):*

    Byłam 1 raz u tej fryzjerki, bardzo byłam zadowolona z jej pracy, ale dwa poważne minusy i następnym razem muszę być odważniejsza i poprosić by: nie rozczesywała moich kruchych włosów takim małym(gęste ząbki)grzebieniem bo przy tym trudnym rozczesywaniu sporo włosów czy ich części poleciało no i, niestety, nim spostrzegłam zajęta miłą rozmową z nią zaczęła, co prawda delikatnie, prostować. Przemilczałam, pomyślałam „ehhh niech będzie ten raz”:) Moje włosy od kilku długich miesięcy mówią absolutne NIE!!! prostownicy, więc wolę wyjść od fryzjera z wysuszoną suszarką „szopą” na głowie:) i zrobić sobie „ślimaczka”;P, niż fundować im prostowanie (skoro stan włosów wymaga poprawy). Ale warto, myślę, udać tam się następnym razem i oby takie grzeczne uwagi pozytywnie przyjęła:)
    Mam nadzieję, że był to dobry wybór i korzystna zmiana ku polepszeniu, w przyszłości, kondycji włosów.
    Te wypadają nadal, a że zdrowie w normie to zdecydowałam się na włączenie do użytku ampułek z apteki… Wiem, że takie preparaty mogą przesuszyć włosy na długości czy końcach, ale mam nadzieję, że nie jest to taki duży grzech na włosach w kontekście dręczącego sumienie wypadania.
    Olejowanie z mokrego, które coś średnio się u mnie sprawdziło, zmieniłam na takie godzinne olejo-maski jak przykładowe „malinowe cudeńko”:), przed myciem. Rozdwajania ciąg dalszy, ale podcięcia zupełnie nie dostrzegłam – czyżby tak fajnie rosły… mam takie, chociaż jedno:), pozytywne spostrzeżenie.

    Cera niestety kiepściuchna, troszkę pewnie zbyt w przeszłości rozsiałam sobie dłońmi te moje problemy skórne i dlatego prawie dwumiesięczne olejowanie żadnych wyraźnych korzyści, prócz promienności, przynieść nie może. Mimo tego pojadę dalej z takim olejowaniem twarzy i włosów, zobaczę jeszcze co będzie dalej.

    Miło było znów podzielić się tutaj z Tobą moimi przyziemnymi, z życia codziennego wziętymi:) włosowymi mini-przygodami. :) Otaczają mnie raczej koleżanki brunetki, więc odnośnie włosów rzadko sobie radzimy;)

    A Słońce… czy znasz jakiś dobry sposób NAWILŻANIA włosów (te „naturalniejsze”, dobre odżywki, wcierki we włosy na długości czy cokolwiek), ale takie które można stosować kiedy się chce, bez spłukiwania, nawet w suche włosy, nawet przykładowo 2 dni po myciu, takie, które w rozsądnych ilościach nie przetłuszczają jakoś mocno ani nie obciążają włosów znacząco? Interesuje mnie konkretnie samo dobre nawilżanie bo odżywianie to myślę mam póki co wystarczające.

    BUZIACZKI Kochanie:):*, dzięki za taką przestrzeń w sieci, gdzie można się tak konkretnie i przyjemnie poradzić !!! Pozdrawiam cieplutko

    • Blondeme
      9 listopada 2013 at 20:20

      Hej, hej ;* :))) Bardzo dziękuję! ;* :)) Ojej, że to zauważyłaś! :D ;* Przy długości do samego pasa, nie układały się tak fajnie, jak w tej, więc, jak na razie do niej wróciłam :) // No pewnie, że tak! ;* (choć o te wolne chwilki coraz trudniej, ale staram się jak mogę ;*).
      // Cudnie, że zrezygnowałaś z farby, bo przy takim osłabieniu cebulek, naprawdę warto ;* A cieniutkie, ciemniejsze pasemka na pewno pomogły zmniejszyć kontrast i uniewidocznić odrost :) A może uda się stworzyć takie delikatne, śliczne ombre? :)))
      // Słońce, koniecznie! ;* Tym bardziej, że tego typu błędy, są popełniane przez wielu fryzjerów bardzo często i bardzo źle wpływają na włosy. Doświadczony, dobry fryzjer nie może sobie pozwolić na tego typu „wpadki”, a my musimy zawsze na nie grzecznie zareagować (jeśli widzimy taką potrzebę) :) A dokładniej rozpiszę się na ten temat, właśnie w kolejnym wpisie ;* :)))

      // Najważniejsze, że zdrowie w normie, bo o to najbardziej się bałam! ;* Ale te ampułki, to tylko na skórę głowy, więc włosy na długości nie ucierpią :)
      // Bardzo dobrze, że zmieniłaś metodę olejowania – nie ma co męczyć włosów tą samą, skoro im nie służy (mimo starań). Olejomaski to świetne, pielęgnacyjne 2 w 1 :)
      // Końcóweczki są najbardziej zniszczone, bo najstarsze, bo prostownica, bo mogły wyrosnąć podczas stosowania niezbyt zdrowej diety – dlatego, mimo nawet najwspanialszej pielęgnacji, tak łatwo się rozdwajają. Potrzeba im dużo, dużo nawilżania, natłuszczania i silikonów dla zabezpieczenia przed uszkodzeniami mechanicznymi i utratą wilgoci :)
      // Może po prostu nie takie olejki lub krem nawilżający zbyt ciężki? :) Albo zamiast rycynowego może warto jednak spróbować tamanu? :) Ale może być też tak, że jednak buźka nie poradzi sobie z problemami za pomocą olejowania i potrzebuje czegoś dodatkowo?
      // Heheh ;* Bardzo się cieszę ! :))) Jednak między blondynkami, to zawsze raźniej! :P ;*
      // Taką lekką mgiełkę można zrobić chociażby wlewając nawilżający hydrolat (na przykład z róży damascena) do pustej buteleczki z atomizerem :) Dla wzmocnienia efektu nawilżenia, możemy też zrobić całą mieszaninkę, dodając do hydrolatu (ewentualnie wody przegotowanej) nawilżające półprodukty: mleczko pszczele w glicerynie, kwas hialuronowy 1% czy sok z aloesu + kompozycję witaminową all-in-one i konserwant (około 1% całości, na przykład FOEG) :)

      Również najserdeczniej pozdrawiam, buziaczki! :)))

  • Ewa
    4 listopada 2013 at 11:59

    Kochana, jesteś bardzo piękna :)
    Mam parę pytań. Czy zdrowo się odżywiasz? Czy stosujesz suplementy i co o nich myślisz? :)
    Bardzo fajnym pomysłem jest post o twojej diecie :)

    • Blondeme
      5 listopada 2013 at 00:49

      Ewuś, kochanie, najmocniej Ci dziękuję! ♥ ;* Na pewno staram się zdrowo odżywiać, ponieważ ma to naprawdę ogromny wpływ na zdrowie, a co za tym idzie, również na włosy, cerę, paznokcie – wszystko! :) Suplementów nigdy nie stosowałam, ponieważ trzymam się tego, że nic nie zastąpi nam warzyw, owoców i innych naturalnych wspaniałości :) Piję też bardzo dużo wody, jem dużo orzechów, ryb, chudego mięska, oczywiście wspomniane wcześniej warzywa i owoce + naturalny, nierafinowany i tłoczony na zimno olej lniany (bogaty w NNKT) (najczęściej z jogurtem naturalnym lub twarożkiem, minimum 3 łyżki dziennie) :)

      Najserdeczniej pozdrawiam! ;* :)

  • Żanett
    4 listopada 2013 at 12:36

    oj, jaki miło mi się robiło ;) :**
    Koczek powraca do mnie jak bumerang – przez jakiś czas śpię w nim codziennie, a później się zniechęcam (czasami włosy odgniatają się nie tak jak bym chciała lub po rozczesaniu włosów – bez tego nie da rady wyjść z domu :P – straszliwie się puszą i zamiast fal mam sianko;)) i przez kolejne dni śpię w warkoczu. Ale cały czas próbuję znaleźć na tego koczka sposób, bo faktycznie, loki wychodzą po nim świetne :) A jeszcze co do Twojego zdjęcia – jesteś śliczna jak laleczka!! I cudny ten Twój makijaż, zdradź swój niezbędnik kosmetyczny na taki codzienny mejkap, najlepiej razem z firmami ;> Szczególnie jestem ciekawa tej perełki w wewnętrznych kącikach oczu :*

    • Blondeme
      5 listopada 2013 at 00:58

      Bardzo się cieszę, kochanie! ♥ ;* Tyle radości sprawiasz mi swoimi komentarzami, że nawet trudno to opisać! ;* Cudnie, że jesteś! ;* :)))

      :))) U mnie, jak już, to odgniata się jakaś część włosów, która ma szansę wmieszać się w tłum, przy odrobinie szczęścia :P Ale i tak koczka najbardziej uwielbiam :))) Spróbuj kochanie tych lekkich olejków przed zawinięciem ślimaczka ;* Ja jestem zachwycona malinowym, ale truskawkowy też jest świetny :)) Wcieranie serum też bardzo pomaga i nabłyszcza, ale nie odżywia tak jak olejki, więc można nawet spróbować dodatkowo, ale ostrożnie, żeby nie obciążyć włosów :) Ja, po rozpuszczeniu koczka nie rozczesuję już tych fal (wystarczy lekko palcami je uładzić :)), bo wtedy właśnie mocno się puszą (tak samo jak kręciołki) :)

      ♥♥♥! ;* Jesteś niewyobrażalnie kochana! ;*;** A jeśli chodzi o niezbędniki w codziennym makijażu :)) W kącikach miałam tym razem złoty, kremowy cień Molten Metal Sleek :) Jest bardzo mocno napigmentowany, dlatego wystarczy odrobinka na palec i leciutko przyłożyć do kącika :) Ale tę wersję stosuję przy nieco „bardziej wyjściowym” makijażu dziennym :) Najczęściej używam na kąciki beżową, mięciutką kredkę Max Factor, w odcieniu 090 Natural Glaze (+ pod łukiem brwiowym) – delikatnie ją rozcieram i gotowe – daje bardzo naturalny efekt + na pewno to jedna z fajniejszych kredek na linię wodną :)). Na rzęsach tusz Maybelline, Colosal Volume Express (100% Black) (żółte opakowanie :)) a do kreseczki eyeliner w żelu Bobbi Brown (jedyny, który mnie nie „zawiódł” w kwestii zasychania po pewnym czasie – do innych potrzebowałam już duraline :)). Cienie do powiek to matowy Inglot 390M – prześliczna, bardzo delikatna kawa z mlekiem :) Nałożony na bazę tworzy śliczne, bardzo subtelne, „dzienne” smoky eyes :) Często też używam cielistego 463, z bardzo drobnymi, złotymi drobinkami – piękny jest i też bardzo delikatny :) Bronzer to Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz the Balm Mary-Lou Manizer, a szminka to taki jasny brąz/beż przełamany różem – wygląda bardzo naturalnie, ale jednak nadaje kolorku :)

      Najsłodsze buziaki! ;*

      • Żanett
        5 listopada 2013 at 13:22

        dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź Słonko :* Uwielbiam cienie Sleeka, zaciekawił mnie eyeliner i rozświetlacz, ale to chyba drogie firmy ;/ Ja niestety muszę rozczesać włosy z rana, bo inaczej nie wyglądają zbyt dobrze ;) A jak wiadomo, rozczesane fale się puszą i koło się zamyka :P Muszę znaleźć na to jakiś sposób ;) Dziękuję za wszystkie miłe słowa Kochana :**

        • Blondeme
          6 listopada 2013 at 03:21

          Nie ma za co, kochanie! ;* Bobbiego można śmiało zastąpić żelowym z Inglota lub Maybelline, ale dodatkowo, warto kupić duraline (na przykład z Inglota), żeby ratować konsystencję po pewnym czasie :) A rozświetlacz Mary-Lou jest wspaniały, daje na buźce piękny efekt i jest szalenie wydajny! :))) Kosztuje około 60zł :)

          // Kochanie, olejuj włoski jak najczęściej (najlepiej na mokro, czyli metodą z rosołkiem), wybranym jednonienasyconym + później, na naolejone włoski koniecznie maska nawilżająca (pod czepek foliowy i turban z ręcznika/czapę zimową) na minimum 20 min. ;* (z masek nawilżających, jestem zachwycona działaniem czarnej maski marokańskiej z Planeta Organica, nie wiem czy próbowałaś? ;* Ewentualnie chociażby Biovax pomarańczowy + mąka ziemniaczana :) ;*

          Buziaczki Skarbie! ;*

          • Żanett
            6 listopada 2013 at 11:50

            aha, czyli rozumiem, że używasz różu w żelu? Właśnie o takim myślałam, bo różem w kamieniu niezbyt umiem się obsługiwać hehe zawsze robią mi się jakieś plamy ;/ Rozświetlacz też na pewno zakupię, bo tak pięknie Twoja buzia po nim wygląda, że ja też tak chcę!! :D Olejuję włosy praktycznie przed każdym myciem, ale niestety efektów spektakularnych brak :P Mam maskę marokańską, ale nie działa na mnie tak wspaniale, na drugi dzień końcówki mam już suche :( Pomarańczową maskę z Biowaxu niedawno skończyłam, ale do jej działania też nie byłam przekonana ;) Jak widać co włosy, to inna bajka :(

            • Blondeme
              7 listopada 2013 at 21:49

              Kochanie, plamy robią się najczęściej wtedy, jeśli bez nieco większej wprawy, nałożymy kosmetyk pudrowy (suchy), na „mokry” podkład. Wtedy pierwsze przyłożenie pędzla może łatwo stworzyć plamę o intensywnym zabarwieniu. Dlatego najlepiej, choćby delikatnie przypudrować ten obszar i dopiero wtedy nakładać „suche” róże :) Ja pudru nie używam właściwie w ogóle, a puder w kamieniu rozprowadzam opuszkami palców, żeby ładnie się stopił ze skórą na policzkach i stworzył bardzo naturalne rumieńce :)

              Co do włosków ;* Każda bajka (a przynajmniej te Disney’a :P) ma piękne zakończenie, więc musi się udać! :) Być może, coś psuje całą pielęgnację – czasem wystarczy nawet jeden nieodpowiedni produkt lub powtarzająca się, szkodząca włosom czynność. Jeśli chodzi o Biovaxa pomarańczowego, to stosowany solo, nie poczynił u mnie spektakularnych efektów, dopiero po dodaniu mąki ziemniaczanej efekt jest świetny! :))) Z masek jeszcze bardzo fajne są niebieski Biovax Latte i Seboradin do włosów suchych, zniszczonych farbowaniem, modelowaniem. A najwspanialsza odżywka, z jaką miałam do tej pory do czynienia, to Garnier Oleo Repai (niestety ma alkohol izopropylowy [na szczęście na dalszych pozycjach], ale przy częstym stosowaniu, nie zauważyłam dotąd jego negatywnego działania) – wspaniale wygładza! Do tego mgiełka nawilżająca bez spłukiwania na ewentualne puszenie, taka najprostsza, na przykład z hydrolatu z róży damascena przelanego do buteleczki z atomizerem (+ do tego może być chociażby mleczko pszczele w glicerynie, sok z aloesu (zależy jak Twoje włoski reagują na aloes), żel hialuronowy 1%, witaminki (all-in-one) i konserwant stanowiący 1% całej mieszaninki, na przykład FOEG).
              A z olejowaniem jest sprawa najtrudniejsza, bo najciężej dobrać właściwy dla siebie olej, metodę i czas trzymania oleju. Spróbuj może kochanie olej makadamia (naturalny, nierafinowany, zimnotłoczony) na mokro (rosołkiem), na godzinkę czasu i po tym maska. A jak nie zadziała, to nie martw się, coś wymyślimy! ;*

              • Żanett
                8 listopada 2013 at 12:24

                Dziękuję jeszcze raz, jesteś niewiarygodnie kochana z tymi długimi odpowiedziami :* Co do różu, to może masz rację, nigdy się nie zastanawiałam, czy na puder czy pod ;) Po Biovaxa pomarańczowego już na pewno nie sięgnę, ledwo wykończyłam wielki słój hehe ;) Ale za to od dawna namyślam się na ten Seboradin, więc to będzie z pewnością mój kolejny zakup :) Co do odżywki Garniera Oleo, na samym początku jak się pojawiła, bardzo chciałam ją kupić, ale zniechęcił mnie właśnie izopropyl. Teraz jednak przemyślałam sprawę i chyba wypróbuję, w końcu nie jest na początku składu, a i odżywki nie trzyma się długo na włosach :) Do robienia własnej mgiełki nie mam cierpliwości i talentów, półprodukty nie dla mnie ;) Póki co mam żółty spray z Gliss Kura, jest nawet OK. Niedługo się skończy i szukam dla niego godnego następcy, może masz coś do polecenia ;>

                • Blondeme
                  12 listopada 2013 at 15:57

                  Kochanie moje ;* Nie używam już tego typu produktów, ale z mgiełek GK najbardziej lubiłam właśnie żółty Gliss Kur Oil Nutritive (przede wszystkim latem, ze względu na dużą ilość olejków i silikonów, czyli super zabezpieczenie przed słońcem itp. :))

                  Maskę Seboradin (do włosów suchych, zniszczonych farbowaniem, modelowaniem) na pewno warto wypróbować :) Jeśli chodzi o czas maseczkowania, to chyba najlepiej trzymać się tego, który zaleca producent, czyli faktycznie 5 min :) Po tym czasie zauważyłam najlepsze efekty, po 15 nieco gorsze, a po 30 minutach już się blondziaki puszyły. Ale musisz sprawdzić Skarbie, jak będzie u Ciebie ;* Może to tylko moje takie rozkapryszone są ;* I konsystencja jest dość rzadka, włosy szybko ją piją, więc z wydajnością u mnie kiepsko, ale ja bardzo lubię konkretnie sobie nałożyć ;*

                  A z Garnier Oleo, pewnie też bym się nie zdecydowała, ale nie spodziewałam się dodatku izopropka i wzięłam w pośpiechu. Byłam zachwycona efektami i jak w końcu sprawdziłam, że ma ten alkohol, to aż chciałam napisać do producenta, dlaczego musiał to zrobić :D I chyba napiszę :P Daj znać kochanie jak poszukiwania mgiełki idealnej i Seboradin, jeśli się zdecydujesz ;**

                  Buziaczki ;**;*

                  • Żanett
                    13 listopada 2013 at 00:23

                    a pewnie, że napiszę! A póki co muszę Ci zdradzić, że wypróbowałam Twój patent na nakładanie nudziakowej kredki do oczu w wewnętrznych kącikach i… efekty są obłędne!! Zachwycił mnie ten sposób, dziękujęęęę :**

                    • Blondeme
                      13 listopada 2013 at 15:19

                      Cudnie kochanie! ;** Cieszę się ogromnie! ;* :))))

  • Magda
    4 listopada 2013 at 21:30

    Hej. Świetny blog, jesteś cudowna i przesympatyczna :)
    Mam naturalne ciemnobrązowe kręcone włosy. Ostatnio zamarzył mi się jaśniejszy kolor (jasny brąz, ciemny blond :) Myślałam nad kąpielą rozjaśniającą, a potem nałożeniu docelowej farby. Warto? W jaki sposób to zrobić? Co byś poradziła? Z góry dziękuję :)

    • Blondeme
      5 listopada 2013 at 01:08

      Ojej, dziękuję za tak prześliczne słowa! :))) Słońce, na pewno radziłabym pójść do dobrego, zaufanego fryzjera ;* To na pewno najlepsze wyjście. Zwłaszcza jeśli masz naturalne, piękne, zdrowe włosy :) Naprawdę nie ma co ryzykować, bo rozjaśnianie włosów jest procesem bardzo trudnym i nieprzewidywalnym, często nawet dla fryzjerów (zwłaszcza na ciemnych włosach). Domowe rozjaśnianie to duże ryzyko (nie tylko kolorystyczne, ale i przede wszystkim dla „zdrowia” włosów), a koszty, jakie można ponieść, zwłaszcza, jeśli nie mamy w tym zakresie żadnego doświadczenia (najpierw na rozjaśniacz, później farba + dodatkowe płukanki i dalsze, ewentualne naprawianie koloru) często jest taki sam, a nawet i sporo wyższy, niż usługa doświadczonego fryzjera. A może w ogóle na początek lepiej postawić na jaśniejsze pasemka/refleksy? :) Ja tak właśnie zaczynałam z blondem, żeby przekonać się, czy w ogóle będzie do mnie pasował i czy dobrze będę się w nim czuła :) (mimo, że całe dzieciństwo byłam jasną blondynką i tęskniłam za tym kolorkiem :)) Warto też poradzić się fryzjera, jaki odcień blondu będzie pasował najbardziej do Twojego typu urody lub w ogóle jeszcze raz przemyśleć, czy na pewno chcesz zrezygnować ze swojego naturalnego kolorku.

      A co do kąpieli rozjaśniającej, na pewno zadziała ona na kolor włosów ocieplająco. Dzieje się tak dlatego, że najłatwiej wytrącić z włosa barwnik chłodny (niebieski), później przechodzimy przez ogniste czerwienie i rudości, a najtrudniej jest z kolorem żółtym (stąd najczęściej problemy z żółto-pomarańczowymi, rudawymi lub żółtawymi włosami). I w zależności od koloru, jaki otrzymamy po kąpieli rozjaśniającej, trzeba będzie właśnie nałożyć odpowiednią farbę/wykonać płukankę do przygaszenia/ochłodzenia otrzymanego, ciepłego koloru (więcej w tym temacie: http://blondeme.pl/zolte-wlosy-po-rozjasnianiu-co-zrobic/ – jaka farba, na jaki kolorek będzie odpowiednia). Ale mimo wszystko, bardzo polecam w tej kwestii doświadczonego fryzjera ;*

      Pozdrawiam serdecznie! :)))

      • Magda
        5 listopada 2013 at 20:54

        Dziękuję ślicznie za wyczerpującą odpowiedź! Jesteś niezastąpiona :)
        Chciałabym jeszcze zapytać, czy znasz jakiś dobry i prosty sposób na zrobienie jaśniejszych pasemek (rozjaśniacz, farba?) w domu (nie ufam fryzjerom). I czy farba rozjaśni moje ciemnobrązowe włosy? O ile tonów i jaką musiałabym wybrać? Przepraszam za tyle pytań :)

        • Blondeme
          6 listopada 2013 at 03:41

          Ojej, bardzo, bardzo dziękuję! ;* :))) Z tego, co się orientuję, farby sklepowe, w zdecydowanej większości, bazują na wodzie 6% (ale są również wyjątki 9%) i są w stanie rozjaśnić włosy o max. 1-2 tony (czyli, w najlepszym wypadku, przy stosunkowo ciemnym brązie, wyszedłby jasny brąz). A jeśli masz naturalne włoski, to do refleksów być może wystarczy już nawet farba rozjaśniająca, bez konieczności stosowania rozjaśniacza :) (+ w przypadku otrzymanych rudości na refleksach – toner niebieski, a na żółcie fioletowy). Jednak nie jestem fryzjerką i na chemii fryzjerskiej znam się bardzo ogólnikowo, a nie chciałabym Ci źle poradzić ;* Biegła w tym temacie jest za to Mysia :) To jej blog: http://kokardka-mysi.blogspot.com/, ona na pewno będzie wiedziała, co najlepiej zrobić ;* :)

          Pozdrawiam serdecznie! :)))

  • gosia
    4 listopada 2013 at 21:56

    Zastanawiam się też czy mogłabym zastąpić ampułki Radical (kończę opakowanie z 15 ampułkami-co dzień wcierałam 1) bursztynowym Jantarem przed zaprzestaniem/przerwą jaką zamierzam zrobić po miesiącu stosowania wcierek. Myślisz Blondeme, że lepiej nie mieszać dwóch różnych odżywek podczas miesięczne kuracji?:)) O Jantarze wiele dobrego słyszałam, ale nie spróbowałam nigdy bo wcześniej nie potrzebowałam żadnej z takich metod – włosy nie wypadały tak nadmiernie. Radical wypróbowała i polecała moja mama, więc od tego produktu zaczęłam.

    • Blondeme
      7 listopada 2013 at 22:07

      Po około 3 tygodniach, najlepiej zrobić wcierkową przerwę :) Jeśli więc odpowiada Ci to, jak działa Radical, stosuj go jeszcze z tydzień, a później przerwa :) Wcierki warto różnicować co jakiś czas, bo skóra głowy łatwo przyzwyczaja się do składników, które jej serwujemy i dany specyfik daje wówczas słabsze efekty, dlatego myślę, że możesz po przerwie spróbować Jantar (oczywiście wersję bez alkoholu) :)

      Pozdrawiam serdecznie! :)))

  • Malena
    5 listopada 2013 at 18:02

    Śliczne zdjęcie :) !
    U mnie niestety spryskiwanie wodą się nie sprawdza, ponieważ włosy się nieziemsko puszą, tak jak pisałaś :(
    Muszę popróbować z jakąś mgiełką albo odżywką w sprayu :)
    Mam do Ciebie 2 pytania :)
    Po pierwsze, jakiego kremu używasz na codzień pod podkład? Mam suchą skórę którą muszę nawilżać silnym kremem, ale niestety pod podkładem prowadzi to do szybszego przetłuszczania się skóry (chociaż bez nałożenia kremu nie przetłuszcza się właściwie wcale, to raczej kwestia tłustego kremu który nagle „wychodzi” spod podkładu).
    A drugie pytanie, czy masz jakiś patent na nakładanie różu żeby wyglądał tak ładnie jak u Ciebie? Zawsze wychodzą mi nieestetyczne placki. Używam ściętego pędzla z Maestro, seria 120, który miał to ułatwiać ale nic z tego :/
    Nieprzerwanie uwielbiam Twojego bloga i super-merytoryczne posty! <3

    • Blondeme
      6 listopada 2013 at 03:31

      Najśliczniej dziękuję! ♥♥♥ ;*

      A może naturalną mgiełkę z połączenia schnącego olejku (nierafinowanego, tłoczonego na zimno), na przykład malinowego/truskawkowego + woda, najlepiej demineralizowana? :) Tylko przed użyciem takiej mieszanki, trzeba ją mocno wstrząsnąć :) I jeśli nie dodajemy konserwantu, to możemy ją używać około 2 tygodni (ale musi być wstawiona do lodówki :)) Ale świetnie sprawdzają się też olejki solo wcierane we włosy :) (kilka kropelek dokładnie rozcieramy w dłoniach i dopiero wtedy wcieramy :))

      Co do kremiku :) Ja mam cerę normalną, delikatnie w kierunku suchej :) Obecnie używam na dzień Apis żurawinowy + olejek malinowy :) Nawilżające Apisy (żurawinowy i miodowy) mają wspaniałe, wartościowe składy i cudnie nawilżają :) Przy czym żurawinowy jest nieco lżejszy od miodowego, który bardziej przypisałabym właśnie dla cery suchej :) Inny, świetny nawilżający i lekki kremik to brzozowy Sylveco :)

      Ojej, dziękuję ;* A przypudrowujesz równomiernie buźkę przed nałożeniem różu (choćby delikatnie)? ;* Bo generalnie, powinno się stosować kosmetyk pudrowy na pudrowy :) Bo, jeśli przy braku większej wprawy, nałożymy pudrowy na „mokrą powierzchnię” podkładu, właśnie wówczas najłatwiej o plamy. A jeżeli nie stosujesz pudru, to wtedy może lepiej róże w kremie? :) Ja wszelkie róże najczęściej nakładam opuszkami palców (jednak nie kieruję się zasadami mokre na mokre, pudrowe na pudrowe) :) A może też to wina nieodpowiedniego, „trudnego” do współpracy kosmetyku? :) Wspaniałe róże ma Bourjois :) Wyglądają pięknie na skórze i mają bardzo naturalne odcienie :)

      Pozdrawiam serdecznie! ;*

  • CuKiErEcZeK :*
    5 listopada 2013 at 18:40

    Blondeme, masz naprawdę śliczne włosy :D moje to jakiś koszmar. Totalne przeciwieństwo twoich- cieniutkie, delikatne, siegające do ramion :/ :)

    • Blondeme
      6 listopada 2013 at 03:34

      Jej! ;* Dziękuję bardzo, bardzo! ;*;**

      // Tak więc ta fryzurka powinna się świetnie sprawdzić ;* Dodaje włosom objętości, a więc i optycznie zagęszcza włosy :))) Na pewno warto spróbować! :)))

      Buziaki! :)))

  • Eliza*
    7 listopada 2013 at 14:56

    O, jak miło, że pamiętasz o takich kwestiach…. Myślałam o przedłużeniu włosów na studniówkę, dlatego się o to pytałam. Wiem, że to trochę szybko, ale ja muszę zawsze dokładnie wszystko przemyśleć :)
    Włosy mam faktycznie grube, ale niestety nie już tak jak przed farbowaniem…. No, ale nie można mieć wszystkiego, a ja nie znosiłam swojego mysiego koloru :( W ogóle przy pierwszym farbowaniu znalazłam swój idealny kolor i wkrótce potem zaraziłam się włosomaniactwem, więc mam szczęście :)
    Och, strasznie chciałabym już skończyć liceum. Sen z powiek spędza mi matematyka, bo jestem typową humanistką :)))
    Dziękuję Ci kochana za miłe słowa i serdecznie pozdrawiam, buziaczki :****

    • Blondeme
      7 listopada 2013 at 22:01

      ;* :) To bardzo ważne wydarzenie, więc się Tobie Skarbie absolutnie nie dziwię! ;*
      Faktycznie szybciutko! :))) Cudnie, że tak się udało, bo czasami to można szukać i szukać!! :) Najważniejsze, żeby dobrze się czuć ze swoim kolorkiem :) Ja w dzieciństwie byłam blondynką, a później moje włosy bardzo ściemniały (do brązu!) i jak tylko miałam możliwość, to zaczęłam rozjaśniać :) I ten kolorek kocham, w ciemnym czuję się jak nie ja :P

      // Zobaczysz, szybko minie! ;* :)))

      // Nie ma za co kochanie, buziaczki! ;*

  • garcija
    9 listopada 2013 at 14:19

    ojej.. pamiętam jak słownie tłumaczyłaś mi o co z tym koczkiem chodzi ; )

    niestety moje włosy były zbyt mocno zniszczone i końcówki po nocy w takim koczku przypominały bardziej ugniecione sianko niż fale (są zniszczone + falowane + z dużą tendencją do puszenia się )
    Mniej więcej miesiąc później odstawiłam prostownicę, ograniczyłam silikony i zaczęłam świadomą pielęgnację ale jeszcze trochę poczekam z drugim podejściem.
    O ile włosy przy skalpie są już zaskakująco gładkie i błyszczące, to niestety końcówki wciąż pamiętają lata prostowania i noszą ślady ombre więc na razie wolę się uchronić przed rozczarowaniem ;>

    Czekam na moment, w którym taki niepozorny koczek sprawi, że będę mogła pochwalić się równie pięknymi jak Twoje falami ! <3

    I z całego serca dziękuję za wyszczególnienie !!! <3 <3
    Jeszcze żadna blogerka nie poukładała mi w głowie tego wszystkiego tak jasno i sensownie –
    jesteś naprawdę niesamowita ! ;***
    i przyznaje, że głupio mi przyjmować te podziękowania..
    Najchętniej to ja złożyłabym Tobie bukiet podziękowań i wdzięczności !!! <3 <3

    • Blondeme
      12 listopada 2013 at 16:16

      Kochanie, Ty to jesteś niemożliwie kochana! ♥ ;*;** Tak ogromnie się cieszę, że aż nie wiem co napisać! :D ;* Słońce, dla mnie największym podziękowaniem będzie to, jeśli nadal będziesz ze mną tworzyć tego bloga, bo bez Was nie sprawiałby mi aż tyle radości! ;* Zawsze przeogromnie się cieszę, jak napiszesz i absolutnie nie musi być to coś konkretnego, a właśnie co u Ciebie słychać czy jak włoski się sprawują :)))

      // To już ogromny sukces, że partie przy skalpie są tak piękne, zdrowe i błyszczące! :) ;* W końcu to podstawa, która, zanim się obejrzysz, stanie się pięknymi, mięsistymi, nawilżonymi końcami, a wszystko stworzy zjawiskową całość! ;* Niedługo koczek-ślimaczek będzie wspaniale stylizował – zobaczysz! ;*

      I jesteś cudowna, że tak długo ze mną tutaj zostałaś! ♥♥♥ ;* To ogromnie wiele dla mnie znaczy! ;*

      Najsłodsze buziaczki Skarbie! ;***;*

  • Mroweczka :)
    9 listopada 2013 at 21:16

    Piękny makijaż,włosy..brak mi słów :):)odwiedzam twojego bloga już od bardzo dawna lecz dopiero dziś postanowiłam napisać :) Stosuje już olejowanie włosow’i szamponik hippa :) także podążam z twoimi wskazówkami :) ale jestem pod wielkim wielkim wrażeniem Twoich makijaży -naprawde ten jak i te poprzednie są piękne :) Mogła bys przybliżyć co używałaś za podkład i wg wg w tym makijażu :) zazdroszczę urody :)

    • Blondeme
      12 listopada 2013 at 16:27

      Z całego serca tak bardzo Ci dziękuję Mróweczko! ;* :))) Tak piękne, przemiłe słowa ogromnie motywują i dają wiele, wiele radości! ♥ :))) I niesamowicie się cieszę, że napisałaś! :)))

      A jeśli chodzi o kosmetyki użyte do wykonania tego makijażu :) Podkład to Lancome Teint Miracle (świetny, ale przede wszystkim dla cery normalnej, bezproblemowej – tutaj nieco więcej o nim http://blondeme.pl/jaki-podklad-lancome-teint-miracle-czy-estee-lauder-double-wear/ :)) Ale teraz już (na okres jesienno-zimowy) przestawiam się na Revlon ColorStay do cery suchej i normalnej (jest też wersja do tłustej/mieszanej). Bronzer: Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz: the Balm Mary-Lou Manizer, cienie na powiekach: Inglot 390M (jaśniutka kawa z mlekiem), w wewnętrznych kącikach oczu: bardzo mocno napigmentowany (wystarczy dosłownie odrobinka), złoty cień ze Sleeka (Molten Metal Sleek), choć bardzo często jest to również mięciutka, cielista kredka Max Factor 090 Natural Glaze :), rzęsy: maskara Colosal Volume Express (100% Black) z Maybelline, żelowy eyeliner: Bobbi Brown, a pomadka to Rimmel Lasting Finish, w bardzo naturalnym odcieniu 070 Airy Fairy (taki beżyk przełamany różem) :)))

      Najserdeczniej pozdrawiam! ;* (cudnie było dowiedzieć się o tak kochanej Czytelniczce! ;*)

  • gosia
    10 listopada 2013 at 01:18

    Właśnie Kochana, myślałam jak to będzie za te pare miesięcy- a’la ciekawe ombre czy może jednak nieciekawy widoczny odrost:-) póki co 2cm istotnie widać, ale wygląda to lepiej niż przy jaśniutkich i tak można myśle spokojnie bez farby kilka miesięcy „przepękać”:-), włosy odpoczywają, a potem się zobaczy. -Takie pasemka to jednak dobre rozwiązanie dla dziewczyn w takiej włosowej sytuacji jak moja. Tak, teraz tamanu na próbę zastosuję. Dzięki za przepis na mgiełeczkę nawilżającą:-)

    • Blondeme
      13 listopada 2013 at 15:27

      Czasem wystarczy takie naturalne ombre z odrostu leciutko podrasować i można osiągnąć piękne efekty :))) Ja, gdybym tak bardzo nie kochała blondu, to na pewno zdecydowałabym się na delikatne ombre :))) Ale moje naturalne są jednak zbyt ciemne, żeby kolorki łagodnie między sobą przechodziły.

      Tak, teraz najważniejsze, żeby cebulki i włosy odpoczywały i zobaczymy, jak będą się sprawować :) Spróbuj kochanie tamanu, ale też koniecznie w mieszance z kremikiem lekkim i na zwilżoną hydrolatem buzię. I najpierw koniecznie przetestuj na małym jej fragmencie, czy nie podrażnia/nie uczula ;*

      Nie ma za co ;* :) A właśnie ;* Żanett przypomniała mi o mgiełce, którą kiedyś bardzo lubiłam (zwłaszcza latem :)), ale ona opiera się na olejkach i silikonach, więc specjalnie nie nawilży (choć silikony utrzymują wilgoć we włosie), ale na pewno powinna ujarzmić puszenie i można ją stosować, kiedy widzi się taka potrzebę w ciągu dnia :)

      Buziaki! ;*

  • Marek Brechot
    13 listopada 2013 at 12:07

    Pięknie wyglądasz

    • Blondeme
      13 listopada 2013 at 15:41

      Serdecznie dziękuję! :)))

  • orzechowa
    14 listopada 2013 at 16:02

    Super pomysł na fale. Moja koleżanka robi warkocze na noc żeby uzyskać fale, ale według mnie twój pomysł jest lepszy. Super zdjęcia, jesteś bardzo ładna.

    • Blondeme
      15 listopada 2013 at 21:19

      Bardzo się cieszę! :))) Drobniejszymi „ślimaczkami”, można stworzyć nawet prześliczne loki :))

      Najserdeczniej dziękuję! :)))

  • Paulina
    2 grudnia 2013 at 20:04

    Świetny blog! podoba mi się sposób w jaki piszesz, jesteś bardzo miła :), co sprawia, że blog jest sympatyczny i przyjemnie się go czyta ;***
    Mam do Ciebie pytanie, co myślisz o odżywce do włosów blond Johna Frieda? :)

    • Blondeme
      4 grudnia 2013 at 23:50

      Ojej ;** Bardzo, bardzo dziękuję i cieszę się niesamowicie! ♥ ;** Kochanie, zdecydowanie bardziej polecam, jakieś cztery razy tańszą + o świetnym składzie, odżywkę GlissKur Oil Nutritive (dla włosów ze skłonnością do rozdwajania) lub Garnier Oleo (jednak ma ona w składzie [na szczęście na dalszych pozycjach] alkohol izopropylowy, który może, ale nie musi przesuszać/puszyć – ja ją uwielbiam, bo wspaniale wygładza i prócz tego małego, alkoholowego paskudnika, ma świetny skład ;**). Ale i tak, najważniejsze dla naszych włosków jest maseczkowanie + olejowanie ;** :))

      Pozdrawiam serdecznie! :)))

  • Paulina
    5 grudnia 2013 at 18:39

    Mam te odżywkę garniera i także ją lubię, a przed nią miałam garniera goodbye damage, którą bardzo polubiłam :) Tylko, że ja właśnie już prędzej używałam tej odżywki Frieda i mam jeszcze jedno opakowanie. No i mi odpowiadała ta odżywka, włosy były takie wygładzone, miękkie i ładnie pachniały, Tylko się zastanawiam, czy te silikony nie będą szkodzić moim włosom, co myślisz? ;**

    • Blondeme
      12 grudnia 2013 at 02:57

      Silikony to emolienty, które dla rozjaśnianych włosów są – bardzo często – wręcz niezbędne! :))) Tylko najlepiej wybierać te „lekkie” – łatwo zmywalne :) Nie są one szkodliwe, a robią wiele, wiele dobrego, zwłaszcza dla wysokoporowatych włosów. Chronią je przed utratą wody, przed uszkodzeniami mechanicznymi i szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, nabłyszczają, uelastyczniają :) W odżywce John Frieda (sprawdziłam wersję nawilżającą) mamy dwa przyjazne silikony: Cyclopentasiloxane (silikon lotny, samoistnie odparowywujący z włosa po pewnym czasie) i Dimethiconol, który zmyjemy za pomocą łagodnego szamponu, bez konieczności użycia silniejszych detergentów typu SLS :) ;**

  • Mifolek
    20 marca 2014 at 15:17

    Hej:)
    Od niedawna zaczęłam przeglądać Twojego bloga, bo od niedawna postanowiłam zabrać się za odpowiednia pielęgnację, już nie przypadkowa ;) heh, wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, w jakim fatalnym stanie są moje włosy. baaardzo jestem Ci wdzięczna za Twojego bloga i czas jaki poświęcasz wszystko tak pięknie tłumacząc !! Dziękuję :*
    Na razie przez nadmiar informacji trochę mi się miesza i jeszcze nie ogarnia wszystkiego, ale krok po kroku wprowadzam zmiany w pielęgnacji głownie włosów, ale i cery. Mam nadzieje, że za jakiś czas efekty będą ;)
    Mam do Ciebie pytania, będę bardzo wdzięczna za każda odpowiedz :)
    1) czy po zrobieniu koczkiem takich fal rozczesujesz je później, w ciągu dnia, lub na noc? Moje włosy są bardzo podatne, i fale wychodzą, aż za bardzo, ale po rozczesaniu puszą się – na pewno przez ich zły stan, jeszcze nie doszłam do stosowania olejków nawet.. :( jestem na samym początku.. tak wiec, czy rozczesujesz włosy ? Chyba zdrowe to dla nich jest? czy tez przez ten czas do następnego mycia już nie rozczesujesz? A może tylko przy głowie?..
    2) niedawno podcięłam końcówki na prosto, przez co efekt fal nie jest już taki ładny, ale z drugiej strony dla moich cienkich włosów to chyba zdrowsze?.. czy znasz jakąś inną formę upinania/związywania włosów na sen, żeby się nie niszczyły?…

    Przepraszam, że tak się rozpisałam… :(

  • Margaret
    28 marca 2014 at 20:40

    Spróbuję dzisiaj tak zrobić na noc :D Co prawda moje włosy nie sa jakoś specjalnie długie, ale spróbować można ^^
    Bardzo Ci dziękuję, za wszystkie porady, przyznam, ze do tej pory nie dbałam za bardzo o moje włosy i niestety, bardzo je poniszczyłam m.in farbowaniem i codziennym prostowaniem. Przynajmniej część z Twoich porad postaram się wcielić w życie :D I tak w ogóle to nie dość, ze jesteś śliczna, to jeszcze taka kochana, uwielbiam Twoje podejście do czytelników, no po prostu ideał :D
    Gorąco pozdrawiam ;*